Wracając do ludowości, to jestem wielką fanką stylu etno. Uwielbiam wszystko co ludowe - wory, dobór jaskrawych kolorów, np. czerwieni i zielenią, których nie odważyłabym się użyć w żadnym innym zestawieniu.
Lubię etno za prostotę, a jednocześnie wesołość. Za motywy roślinne, chociaż w życiu nie założyłabym "współczesnej" sukienki w kwiatki.
A najbardziej lubię etno za duszę. Te ubrania czy dodatki robione były z uczuciem, mają jakąś swoją historię, a jeżeli nawet nie - to łatwo można ją dopowiedzieć.
Tę czerwoną chustkę dostałam od babci - ma jakieś 20 lat, a frędzelki własnoręcznie zrobiła i przyszła do niej moja mama.
Resztę rzeczy kupiłam, ale każda ma coś szczególnego.
Wełniane rękawiczki kupiłam na ciuchlandzie. Były całkiem nowe i czyściutkie. Wełna jest w nich słaba i rzadka - kojarzą mi się z jakąś babcią, która zimowymi wieczorami robiła je dla swojej wnuczki i cierpliwie wyszywała misterne kwiatuszki. Wyrodna wnuczka pogardziła niemodnym prezentem i je wyrzuciła.
Torebkę kupiłam za parę zł "U Żywaniego" (to taki mały neologizm określający największy miejscowy ciuchland). Jest z najprawdziwszej skóry i czuć ją starością, w środku ma 3 przegródki - zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia, do tego stopnia, że broniłam jej jak lew przed chcącą mi ją odebrać Szaloną Katarzyną ;). Podoba mi się też, że ma dodatkowy pasek, bo uwielbiam mieć wolne ręce (co się przydaje zwłaszcza podczas łowów). No i do tego te urocze wzorki i ciężko otwierające się zamki.
Kolczyki to mój najnowszy nabytek - kupiłam je w małym sklepie. Są oczywiście nowe, ale nierówno przetarte drewno (są drewniane) i typowe ludowe wzory sprawiają, że wyglądają na stare. Do tego są czerwone - i idealnie nadają się do rozświetlenia całego zestawu moich czarnych ubrań.
Lubię etno za prostotę, a jednocześnie wesołość. Za motywy roślinne, chociaż w życiu nie założyłabym "współczesnej" sukienki w kwiatki.
A najbardziej lubię etno za duszę. Te ubrania czy dodatki robione były z uczuciem, mają jakąś swoją historię, a jeżeli nawet nie - to łatwo można ją dopowiedzieć.
Tę czerwoną chustkę dostałam od babci - ma jakieś 20 lat, a frędzelki własnoręcznie zrobiła i przyszła do niej moja mama.
Resztę rzeczy kupiłam, ale każda ma coś szczególnego.
Wełniane rękawiczki kupiłam na ciuchlandzie. Były całkiem nowe i czyściutkie. Wełna jest w nich słaba i rzadka - kojarzą mi się z jakąś babcią, która zimowymi wieczorami robiła je dla swojej wnuczki i cierpliwie wyszywała misterne kwiatuszki. Wyrodna wnuczka pogardziła niemodnym prezentem i je wyrzuciła.
Torebkę kupiłam za parę zł "U Żywaniego" (to taki mały neologizm określający największy miejscowy ciuchland). Jest z najprawdziwszej skóry i czuć ją starością, w środku ma 3 przegródki - zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia, do tego stopnia, że broniłam jej jak lew przed chcącą mi ją odebrać Szaloną Katarzyną ;). Podoba mi się też, że ma dodatkowy pasek, bo uwielbiam mieć wolne ręce (co się przydaje zwłaszcza podczas łowów). No i do tego te urocze wzorki i ciężko otwierające się zamki.
Kolczyki to mój najnowszy nabytek - kupiłam je w małym sklepie. Są oczywiście nowe, ale nierówno przetarte drewno (są drewniane) i typowe ludowe wzory sprawiają, że wyglądają na stare. Do tego są czerwone - i idealnie nadają się do rozświetlenia całego zestawu moich czarnych ubrań.
28.01.2009 o godz. 16:41
komentuj (6)
Kolczyki - pawie pióra to mój ostatni mini-zakup, który nie został jeszcze przetestowany. Kupiłam je „na fali” zachwytu nad biżuterią w pewnym małym sklepie, były bardzo tanie i pomyślałam, że to naprawdę śliczne zestawienie kolorów.

Kiedy porównywałam ceny w Internecie, stwierdziłam, że to naprawdę korzystny zakup, ale spodobały mi się też w wersji skróconej – z obciętymi piórkami. (Moje w tej chwili wyglądają tak jak te ze zdjęcia). Zastanawiam się, czy też tego nie zrobię. Albo chociaż po bokach przyciąć, a na środku zostawić dłuższe.. jeszcze nad tym myślę.


Zastanawia mnie za to coś innego – podobno pawie pióra to symbol nieszczęścia i przynoszą pecha ;(. Nie jestem przesadnie przesądna, ale nie chcę kusić losu…. A co Wy o tym myślicie?

Kiedy porównywałam ceny w Internecie, stwierdziłam, że to naprawdę korzystny zakup, ale spodobały mi się też w wersji skróconej – z obciętymi piórkami. (Moje w tej chwili wyglądają tak jak te ze zdjęcia). Zastanawiam się, czy też tego nie zrobię. Albo chociaż po bokach przyciąć, a na środku zostawić dłuższe.. jeszcze nad tym myślę.


Zastanawia mnie za to coś innego – podobno pawie pióra to symbol nieszczęścia i przynoszą pecha ;(. Nie jestem przesadnie przesądna, ale nie chcę kusić losu…. A co Wy o tym myślicie?
Niezależnie od okazji, czy idziemy do pracy, na uczelnię, do szkoły, czy na wielką imprezę – chcemy wyglądać jak najlepiej. Nic tak nie dodaje urody jak piękna cera. Jeżeli nasza skóra na twarzy prezentuje się bez zarzutu – wystarczy tylko tusz do rzęs, błyszczyk do ust – podkreślone brwi (o brwiach jeszcze kiedyś Wam wspomnę) i gotowe!
Ja nie mam problemów z cerą – nigdy nie męczyły mnie krostki, czy zaskórniki – od czasu do czasu prześladuje mnie opryszczka – tzw. zimno, ale znalazłam plasterki i nic więcej na to nie można poradzić. Mimo tego że cerę mam całkiem w porządku – to i tak wyglądam dużo lepiej, jak trochę ją podmaluję.
Podzielę się z Wami moją małą tajemnicą – idealny duet 2008 roku – to połączenie bazy silikonowej Soraya i podkładu kryjącego Gosh.
Wcześnie używałam kilku innych baz - ale żadna nie była tak dobra, jak Soraya. Przezroczysty silikon nie wchłania się w skórę, tylko „osiada” na niej – jednocześnie wygładzając. Ten specyfik naprawdę przedłuża czas utrzymywania się podkładu na twarzy. Robią ją w dwóch rodzajach: dla skóry suchej oraz normalnej i mieszanej. Jedyny minus – trzeba chwile odczekać, aż baza troszkę przyschnie, inaczej podkład źle się na nią nakłada. Kosztuje jakieś 30 zł. Nie wiem też, jak sprawdza się przy wysokich temperaturach, gdyż zakupiłam ją we wrześniu.
Idealnym uzupełnieniem tej bazy jest jeden z moich ulubionych kosmetyków – podkład kryjący Gosh. X-CEPTIONAL WEAR. (Cena ok. 50 zł).
Jest po prostu świetny. Idealnie pokrywa wszelkie plamki i zasinienia – nakładam go też na powieki, dzięki czemu cienie dłużej się trzymają (wiem, że powinnam używać korektora na oczy, ale jeszcze idealnego nie znalazłam).
Można go kupić w 6 odcieniach – ja używam „natural”. Dobrała mi go wizażystka na pokazie kosmetyków Gosha. W lecie jest trochę za jasny, więc robię mieszankę – nakładam na rękę 2 kapki Gosha, i kapkę podkładu Clarins Tru Comfort nr 13 (jest bardzo ciemny i używam go tylko latem i wczesną jesienią, dlatego zamiast inwestować w niego pond 100 zł, kupuję w Internecie kilka próbek o pojemności 5 ml, lub proszę o nie w aptekach).
Zdaję sobie sprawę, że zestaw gosh+Soraya może sobie nie poradzić z kryciem większych skórnych niespodzianek – ale u mnie sprawdza się w 100%.
Ja nie mam problemów z cerą – nigdy nie męczyły mnie krostki, czy zaskórniki – od czasu do czasu prześladuje mnie opryszczka – tzw. zimno, ale znalazłam plasterki i nic więcej na to nie można poradzić. Mimo tego że cerę mam całkiem w porządku – to i tak wyglądam dużo lepiej, jak trochę ją podmaluję.
Podzielę się z Wami moją małą tajemnicą – idealny duet 2008 roku – to połączenie bazy silikonowej Soraya i podkładu kryjącego Gosh.
Wcześnie używałam kilku innych baz - ale żadna nie była tak dobra, jak Soraya. Przezroczysty silikon nie wchłania się w skórę, tylko „osiada” na niej – jednocześnie wygładzając. Ten specyfik naprawdę przedłuża czas utrzymywania się podkładu na twarzy. Robią ją w dwóch rodzajach: dla skóry suchej oraz normalnej i mieszanej. Jedyny minus – trzeba chwile odczekać, aż baza troszkę przyschnie, inaczej podkład źle się na nią nakłada. Kosztuje jakieś 30 zł. Nie wiem też, jak sprawdza się przy wysokich temperaturach, gdyż zakupiłam ją we wrześniu.
Idealnym uzupełnieniem tej bazy jest jeden z moich ulubionych kosmetyków – podkład kryjący Gosh. X-CEPTIONAL WEAR. (Cena ok. 50 zł).
Jest po prostu świetny. Idealnie pokrywa wszelkie plamki i zasinienia – nakładam go też na powieki, dzięki czemu cienie dłużej się trzymają (wiem, że powinnam używać korektora na oczy, ale jeszcze idealnego nie znalazłam).
Można go kupić w 6 odcieniach – ja używam „natural”. Dobrała mi go wizażystka na pokazie kosmetyków Gosha. W lecie jest trochę za jasny, więc robię mieszankę – nakładam na rękę 2 kapki Gosha, i kapkę podkładu Clarins Tru Comfort nr 13 (jest bardzo ciemny i używam go tylko latem i wczesną jesienią, dlatego zamiast inwestować w niego pond 100 zł, kupuję w Internecie kilka próbek o pojemności 5 ml, lub proszę o nie w aptekach).
Zdaję sobie sprawę, że zestaw gosh+Soraya może sobie nie poradzić z kryciem większych skórnych niespodzianek – ale u mnie sprawdza się w 100%.
Jeżeli w zeszłym roku wśród hitów kosmetycznych udało mi się odkryć jedynie niezastąpiony podkład kryjący Gosha, to w roku 2008 takich perełek mam już kilka.
Po pierwsze kredka do oczu Emily. Poszłam do małej drogerii w poszukiwaniu idealnej grafitowej kredki do oczu. Ekspedientka podała mi całe pudełka kredek różnych, a ja po kilkunastu minutach wybrałam taki kolor, jakiego potrzebowałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy przy kasie usłyszałam 2,90 !!??? Pomyślałam, że jaka cena, taka jakość. Ale pomyliłam się.
Okazało się, że wodoodporna kredka Emily trzyma się tak samo długo na oku, co mój fioletowy Gosh za 28 zł.
Następnego dnia byłam już posiadaczką kredek Emily w kolorze niebieskim, fioletowoniebieskim i turkusowym :).
Po pierwsze kredka do oczu Emily. Poszłam do małej drogerii w poszukiwaniu idealnej grafitowej kredki do oczu. Ekspedientka podała mi całe pudełka kredek różnych, a ja po kilkunastu minutach wybrałam taki kolor, jakiego potrzebowałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy przy kasie usłyszałam 2,90 !!??? Pomyślałam, że jaka cena, taka jakość. Ale pomyliłam się.
Okazało się, że wodoodporna kredka Emily trzyma się tak samo długo na oku, co mój fioletowy Gosh za 28 zł.
Następnego dnia byłam już posiadaczką kredek Emily w kolorze niebieskim, fioletowoniebieskim i turkusowym :).
Ze zdjęć wynika, że Marta jest mieszanym typem kolorystycznym. I tu zaczyna się mały problem. Jedna szkoła kolorystyczna mówi, że typy mieszane możliwe są tylko między zimnym i zimnym lub ciepłym i ciepłym. Czyli mieszanka zimy z latem, lub jesieni z wiosną.
Naszą analizę przeprowadzimy pod kątem innej szkoły, dopuszczającej istnienie typów mieszanych między zimną a ciepłą porą roku. Odznacza się on predyspozycjami do zmiany naturalnego typu kolorystycznego.
Po kolorze włosów, brwi, lekko zaczerwienionej cerze – mogę określić, że Marta jest latem. Ale nie latem w pełni, tylko raczej wrześniem lub październikiem. Wynika z tego możliwość przejścia na jesień – wystarczy zmiana koloru włosów i zakup kryjącego podkładu.
I chociaż Marta chce pozostać przy „lecie”, to ja chciałabym namówić ją na „jesień”. Zielone oczy aż się proszą o jesienną oprawę. Wystarczy spojrzeć na Kasię Zielińską, czy Wiolę Fiuk (z You can dance), jak pięknie rudy kolor włosów podkreślił ich naturalną urodę.
Jeżeli przefarbowanie się na rudo (najmodniejszy kolor sezonu) to za duża zmiana, to proponuję delikatne pasemka przy twarzy. Zapuszczanie włosów to w tym wypadku nie jest najlepszy pomysł. Najlepsza będzie fryzura do ramion z grzywką zaczesaną na bok. Marta ma pociągłą buzię i grzywka w najkrótszym miejscu sięgająca do brwi ładnie wymodeluje proporcje twarzy.
Makijaż. Marta ma tendencje do zaczerwienionych policzków, a jesienie odznaczają się idealną cerą – tutaj niezbędny okaże się dobry, kryjący podkład z żółtym pigmentem.
Oczy. Zielona tęczówka to największy walor Marty. Ten kolor można pięknie podkreślić za pomocą koloru fioletowego, liliowego, odcieni złotego, brązu, zieleni (nie w pojedynkę, zielony położony na całą powiekę zgasi kolor oka). Należy unikać: niebieskiego, szarego i śliwki oraz oczywiście czarnego – ten kolor tworzy wrażenie ciężkiej i zmęczonej powieki.
W stroju trzymamy się jesiennej tonacji: zieleni (wspaniale kontrastują z rudymi włosami), starego złota, brązów, pomarańczy, musztardowego, odcieni łososia, zgaszonych czerwieni. Z zimnej palety – świetne będą niektóre odcienie różu, fiolet i zielony z domieszką granatu.
Doradzałabym podkreślanie dużych oczu, a na usta jedynie delikatny błyszczyk, lub szminka naturalnym kolorze.
Naszą analizę przeprowadzimy pod kątem innej szkoły, dopuszczającej istnienie typów mieszanych między zimną a ciepłą porą roku. Odznacza się on predyspozycjami do zmiany naturalnego typu kolorystycznego.
Po kolorze włosów, brwi, lekko zaczerwienionej cerze – mogę określić, że Marta jest latem. Ale nie latem w pełni, tylko raczej wrześniem lub październikiem. Wynika z tego możliwość przejścia na jesień – wystarczy zmiana koloru włosów i zakup kryjącego podkładu.
I chociaż Marta chce pozostać przy „lecie”, to ja chciałabym namówić ją na „jesień”. Zielone oczy aż się proszą o jesienną oprawę. Wystarczy spojrzeć na Kasię Zielińską, czy Wiolę Fiuk (z You can dance), jak pięknie rudy kolor włosów podkreślił ich naturalną urodę.
Jeżeli przefarbowanie się na rudo (najmodniejszy kolor sezonu) to za duża zmiana, to proponuję delikatne pasemka przy twarzy. Zapuszczanie włosów to w tym wypadku nie jest najlepszy pomysł. Najlepsza będzie fryzura do ramion z grzywką zaczesaną na bok. Marta ma pociągłą buzię i grzywka w najkrótszym miejscu sięgająca do brwi ładnie wymodeluje proporcje twarzy.
Makijaż. Marta ma tendencje do zaczerwienionych policzków, a jesienie odznaczają się idealną cerą – tutaj niezbędny okaże się dobry, kryjący podkład z żółtym pigmentem.
Oczy. Zielona tęczówka to największy walor Marty. Ten kolor można pięknie podkreślić za pomocą koloru fioletowego, liliowego, odcieni złotego, brązu, zieleni (nie w pojedynkę, zielony położony na całą powiekę zgasi kolor oka). Należy unikać: niebieskiego, szarego i śliwki oraz oczywiście czarnego – ten kolor tworzy wrażenie ciężkiej i zmęczonej powieki.
W stroju trzymamy się jesiennej tonacji: zieleni (wspaniale kontrastują z rudymi włosami), starego złota, brązów, pomarańczy, musztardowego, odcieni łososia, zgaszonych czerwieni. Z zimnej palety – świetne będą niektóre odcienie różu, fiolet i zielony z domieszką granatu.
Doradzałabym podkreślanie dużych oczu, a na usta jedynie delikatny błyszczyk, lub szminka naturalnym kolorze.
Cześć!
Jestem w zasadzie przekonana, że teraz jestem typem zimy, ale wydaje mi się, że to głównie przez kolor włosów, które są obecnie farbowane.
To zdjęcie, na którym mam włosy prawie czarne było zrobione kilka dni po farbowaniu, więc teraz kolor jest o wiele subtelniejszy. Teraz jednak chciałabym spróbować wrócić do naturalnego koloru.
Bardziej jednak interesuje mnie, jakim byłam typem przed zmianą koloru. Szczególnie, że zamierzam wrócić do naturalnego, kiedy zapuszczę włosy. Zawsze wydawało mi się, że byłam jesienią, czasami, kiedy miałam lekko wyblakłe od słońca włosy zastanawiałam się nad latem, ale może jednak zimą?
Pozdrawiam,
Marta
Jestem w zasadzie przekonana, że teraz jestem typem zimy, ale wydaje mi się, że to głównie przez kolor włosów, które są obecnie farbowane.
To zdjęcie, na którym mam włosy prawie czarne było zrobione kilka dni po farbowaniu, więc teraz kolor jest o wiele subtelniejszy. Teraz jednak chciałabym spróbować wrócić do naturalnego koloru.
Bardziej jednak interesuje mnie, jakim byłam typem przed zmianą koloru. Szczególnie, że zamierzam wrócić do naturalnego, kiedy zapuszczę włosy. Zawsze wydawało mi się, że byłam jesienią, czasami, kiedy miałam lekko wyblakłe od słońca włosy zastanawiałam się nad latem, ale może jednak zimą?
Pozdrawiam,
Marta
...a raczej Basi Jasnyk - bohaterki "Teraz albo nigdy", w której rolę wcieliła się Maciąg. Od kilku odcinków - właściwie chyba od miejsca, gdy Basia przeszła swoją wewnętrzną przemianę - z naiwnego dziewczątka przeobraziła się w silną, ambitną i pewną siebie kobietę - można zauważyć wyraźną zmianę w jej wyglądzie.
Krótsze włosy bardzo do niej pasują (aż mnie korci, żeby skrócić, kiedy na nią patrzę - ale wtedy słyszę w głowie swój głos sprzed kilku lat, po wizycie u fryzjera - "Nigdy nie ścinaj włosów!!! Nigdy!!!"), a jej nowy styl - dla mnie rewelacja. Trochę boho, hippie, etno, ale i młodzieżowo, na luzie, jednocześnie sportowo! No i oczywiście dobór kolorów - bezbłędny! :d
Nie musicie się ze mną zgadzać, ale Kaśka Maciąg jest dla mnie lepsza niż Trzebiatowska. Bardzo naturalna, świeża, a Marta chociaż śliczna, to trochę za poważnie się ubiera i za bardzo jak dla mnie się szczerzy, chyba właśnie dlatego odpadła z TzG - przez to szczerzenie ząbków do kamery - działa irytująco!
Krótsze włosy bardzo do niej pasują (aż mnie korci, żeby skrócić, kiedy na nią patrzę - ale wtedy słyszę w głowie swój głos sprzed kilku lat, po wizycie u fryzjera - "Nigdy nie ścinaj włosów!!! Nigdy!!!"), a jej nowy styl - dla mnie rewelacja. Trochę boho, hippie, etno, ale i młodzieżowo, na luzie, jednocześnie sportowo! No i oczywiście dobór kolorów - bezbłędny! :d
Nie musicie się ze mną zgadzać, ale Kaśka Maciąg jest dla mnie lepsza niż Trzebiatowska. Bardzo naturalna, świeża, a Marta chociaż śliczna, to trochę za poważnie się ubiera i za bardzo jak dla mnie się szczerzy, chyba właśnie dlatego odpadła z TzG - przez to szczerzenie ząbków do kamery - działa irytująco!
Wiem, wiem - uważacie, że było jej lepiej w naturalnych włosach - wyglądała ślicznie i takie tam. Zgodzę się z tym, ALE - moim zdaniem teraz jest duuużo lepiej. Marta zaczęła istnieć jako aktorka, dopiero, kiedy zdecydowała się na zmianę koloru włosów. Wcześniej była zimą, i ładnie wyglądała - bo ona ogólnie jest śliczną dziewczyną. No i była śliczą zima, jakich wiele - ledwo zauważalnie przemknęła przez ekran w "Magdzie M". Ale po zmianie koloru Marta rozkwitła!
Uwydatniły się jej piękne oczy, mocno zarysowane brwi i usta. Co prawda ostatnio treningi do TzG i kręcenie zdjęć równocześnie - sprawiły, że Żmuda sporo schudła i odebrało jej to duużo z urody (mam nadzieję, że to treningi, a nie dieta - bo widziałam kiedyś w TzG w tych scenkach zza kulis, jak Marta chwaliła się, że schudła !).
Uwydatniły się jej piękne oczy, mocno zarysowane brwi i usta. Co prawda ostatnio treningi do TzG i kręcenie zdjęć równocześnie - sprawiły, że Żmuda sporo schudła i odebrało jej to duużo z urody (mam nadzieję, że to treningi, a nie dieta - bo widziałam kiedyś w TzG w tych scenkach zza kulis, jak Marta chwaliła się, że schudła !).
Koloryści nie są zgodni, co do istnienia typów mieszanych w analizie kolorystycznej. A jeżeli już istnieją takie typy, to tylko lato-zima, jesień-wiosna. Czyli zimy z zimnym i ciepły z ciepłym.
Moim zdaniem, skoro ogólnie dzielimy urodę na 4 pory roku, możemy też podzielić na miesiące . Ja sama siebie opisałabym jako listopad lub grudzień. Powiedzmy, że będzie to miesiąc, w którym mamy już śnieg i mróz, ale od czasu do czasu trafi nam się cieplejszy dzień, a na drzewach jeszcze wisi kilka suchych liści. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego mimo zimowego typu urody dobrze mi także w złotym, zieleniach i brązach.
Dodatkowo mój naturalny kolor włosów świadczy o jesiennych pierwiastkach – jest to ciemny brąz, blisko gorzkiej czekolady. Żadnych niebieskawych refleksów w słońcu – bardziej brązowe, czy kasztanowe. A ci, co mnie znają, wiedzą, że włosów nie farbuję – więc mówimy o naturalnym kolorze, a nie pozostałościach po koloryzacji.
Istnienie typów mieszanych to podstawowa trudność w określeniu swojego typu kolorystycznego. Dostałam już kilka maili od dziewczyn, które nie były pewne, czy są zimą, latem, czy jesienią (odpowiedzi na maile, określenie typów, wraz ze zdjęciami dziewczyn znajdziecie niedługo na zeberka.pl).
Chyba największy problem z doborem odpowiednich barw ma taki wrzesień, czy październik. Mówimy tu o zielonych oczach i „mysim” odcieniu włosów. Tak naprawdę, to możemy zdecydować, jakim typem chcemy być – przy takim typie urody mamy szansę z powodzeniem stać się jesienią – niezbędna nam będzie farba do włosów w odcieniach miedzianych, marchewkowych itp., oraz idealnie dobrany podkład kryjący z żółtym pigmentem, zakryje czerwienienie skóry, i róż w kolorze ciepłym: nawet pomarańczowym. Do tego kolory ubrań w ciepłych odcieniach i już mamy jesień!
Możemy też pójść w lato – tutaj sprawdzą się popielate pasemka – chociaż ciepłe odcienie blond tez będą ok. Jeżeli wybierzemy popielaty, to idziemy w stronę zimnej tonacji – wtedy zarzucamy wszelkie pomarańcze i delikatne brązy oraz zielenie, a jeżeli w ciepłe pasemka – to możemy pozostać typem mieszanym. Wtedy makijaż, jak i strój będziemy dobierać zależnie od nastroju.
Warto zrobić prosty test chusteczkowy. Specjaliści radzą przyłożenie do twarzy chustek w kolorze złotym i srebrnym – ja bardziej polecam żółty i niebieski (lepiej „czujemy” te kolory jako ciepłe i zimne). Następnie należy uśmiechnąć się i pstryknąć fotkę. Oczywiście ma to być zdjęcie bez makijażu, więc na naszą-klasę za bardzo się nie nada, ale da nam ogólny obraz, w jakiej temperaturze nam lepiej. Jeżeli jesteśmy typem zimnym, to przy żółtej chustce bardziej widoczne będą nasze niedoskonałości i cienie pod oczami, natomiast dużo lepiej wyjdziemy na zdjęciu z chustką niebieską. Jeżeli jesteśmy ciepłą jesienią lub wiosną – będzie odwrotnie.
My, jako Polki, powinnyśmy przede wszystkim ustawić się z punktu widzenia lata i zimy – bo tych jest najwięcej. Często spotykane są też miedzianowłose jesienie – oczywiście tylko procent z nich to dzieła natury, najrzadszym typem jest natomiast wiosna.
Moim zdaniem, skoro ogólnie dzielimy urodę na 4 pory roku, możemy też podzielić na miesiące . Ja sama siebie opisałabym jako listopad lub grudzień. Powiedzmy, że będzie to miesiąc, w którym mamy już śnieg i mróz, ale od czasu do czasu trafi nam się cieplejszy dzień, a na drzewach jeszcze wisi kilka suchych liści. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego mimo zimowego typu urody dobrze mi także w złotym, zieleniach i brązach.
Dodatkowo mój naturalny kolor włosów świadczy o jesiennych pierwiastkach – jest to ciemny brąz, blisko gorzkiej czekolady. Żadnych niebieskawych refleksów w słońcu – bardziej brązowe, czy kasztanowe. A ci, co mnie znają, wiedzą, że włosów nie farbuję – więc mówimy o naturalnym kolorze, a nie pozostałościach po koloryzacji.
Istnienie typów mieszanych to podstawowa trudność w określeniu swojego typu kolorystycznego. Dostałam już kilka maili od dziewczyn, które nie były pewne, czy są zimą, latem, czy jesienią (odpowiedzi na maile, określenie typów, wraz ze zdjęciami dziewczyn znajdziecie niedługo na zeberka.pl).
Chyba największy problem z doborem odpowiednich barw ma taki wrzesień, czy październik. Mówimy tu o zielonych oczach i „mysim” odcieniu włosów. Tak naprawdę, to możemy zdecydować, jakim typem chcemy być – przy takim typie urody mamy szansę z powodzeniem stać się jesienią – niezbędna nam będzie farba do włosów w odcieniach miedzianych, marchewkowych itp., oraz idealnie dobrany podkład kryjący z żółtym pigmentem, zakryje czerwienienie skóry, i róż w kolorze ciepłym: nawet pomarańczowym. Do tego kolory ubrań w ciepłych odcieniach i już mamy jesień!
Możemy też pójść w lato – tutaj sprawdzą się popielate pasemka – chociaż ciepłe odcienie blond tez będą ok. Jeżeli wybierzemy popielaty, to idziemy w stronę zimnej tonacji – wtedy zarzucamy wszelkie pomarańcze i delikatne brązy oraz zielenie, a jeżeli w ciepłe pasemka – to możemy pozostać typem mieszanym. Wtedy makijaż, jak i strój będziemy dobierać zależnie od nastroju.
Warto zrobić prosty test chusteczkowy. Specjaliści radzą przyłożenie do twarzy chustek w kolorze złotym i srebrnym – ja bardziej polecam żółty i niebieski (lepiej „czujemy” te kolory jako ciepłe i zimne). Następnie należy uśmiechnąć się i pstryknąć fotkę. Oczywiście ma to być zdjęcie bez makijażu, więc na naszą-klasę za bardzo się nie nada, ale da nam ogólny obraz, w jakiej temperaturze nam lepiej. Jeżeli jesteśmy typem zimnym, to przy żółtej chustce bardziej widoczne będą nasze niedoskonałości i cienie pod oczami, natomiast dużo lepiej wyjdziemy na zdjęciu z chustką niebieską. Jeżeli jesteśmy ciepłą jesienią lub wiosną – będzie odwrotnie.
My, jako Polki, powinnyśmy przede wszystkim ustawić się z punktu widzenia lata i zimy – bo tych jest najwięcej. Często spotykane są też miedzianowłose jesienie – oczywiście tylko procent z nich to dzieła natury, najrzadszym typem jest natomiast wiosna.
Ponieważ sama jestem zimą, dość krytycznie podchodzę do tego typu kolorystycznego. Niby jest to wyrazista uroda, z mocno zaznaczonymi ustami i zwracającymi uwagę oczami na tle jasnej, bądź oliwkowej karnacji. Faktycznie – zima w stylu Królewny Śnieżki wygląda pięknie – niebieskie oczy z kontrastującymi włosami z niebieskawym połyskiem i jasną cerą. Ale ja jestem typem południowym – niestety tylko latem – zimą nie ma śladu opalenizny i bez kolorowych cieni i kredek twarz wydaje mi się jak ten smak zupy w reklamie – „płaska”.
Ciemnobrązowe włosy, oczy, ciemna karnacja – wszystko jakoś zlewa mi się w jedną ciemnobrązową plamę. W oczach niebieskich, czy zielonych jest coś, co nadaje twarzy koloru, blasku. A w brązowych?
Na pocieszenie kilka zdjęć Anne Hathaway, która jako zima prezentuje się prześlicznie. Ech, gdyby się miało taką cerę…
Ciemnobrązowe włosy, oczy, ciemna karnacja – wszystko jakoś zlewa mi się w jedną ciemnobrązową plamę. W oczach niebieskich, czy zielonych jest coś, co nadaje twarzy koloru, blasku. A w brązowych?
Na pocieszenie kilka zdjęć Anne Hathaway, która jako zima prezentuje się prześlicznie. Ech, gdyby się miało taką cerę…
Typ zimowy dzielimy na dwie kategorie – zima meksykańska i zima Królewna Śnieżka. Zima meksykańska ma skórę w chłodnym odcieniu oliwki, łatwo się opala. Typ Królewny Śnieżki to blada, prawie biała karnacja z odcieniem niebieskiego, łatwo ulega poparzeniu przez słońce. Typy pośrednie mają karnację od bieli z różowymi policzkami, beżowej, oliwkowej, do ciemnej, śniadej.
Cechy charakterystyczne zimy to wyraźna uroda – mocno zarysowane oczy, usta, cera w niebieskawym odcieniu i ciemne włosy.
Oczy są bardzo wyraziste, z ciemną oprawą – widoczny jest kontrast między niebieskawym białkiem oka a intensywną tęczówką w kolorze ciemnobrązowym, ciemnoniebieskim, błękitnym, orzechowym, szaroniebieskim, turkusowym, czy czarnym.
Zimy są najczęściej ciemnowłose z granatowym lub popielatym połyskiem, rzadko zdarzają się zimy o włosach brązowych lub ciemnoblond – jeżeli już, to mają one naturalny, popielaty odcień.
Uroda zimy opiera się na kontrastach, dlatego też odpowiednie są dla niej połączenia kredowej bieli czy czerni z mocnymi barwami. Ze względu na swoją wyrazistą urodę nie musi ona bać się, że nasycone barwy ją przygaszą – wręcz przeciwnie, pięknie będzie wyglądała w intensywnych czerwieniach, błękitach, fioletach, granatach, różach, nawet zieleniach, jeżeli będą miały chłodną, szmaragdową barwę.
Jeżeli zima wybiera kolory jasne, ważne, aby miały chłodny, lodowy odcień.
Często jest tak, że zimy, ze względu na brązowy kolor oczu i odcień włosów upodobały sobie właśnie ten kolor – powinny z niego zrezygnować, gdyż zgasi on ich urodę. Jeżeli kochają brąz – powinien on być zimny – w odcieniu gorzkiej czekolady. To samo dotyczy pomarańczy, beżu i żółci – ta ostatnia dopuszczalna jest jedynie w wydaniu cytrynowym.
Podkład i róż idealne dla zim mają odcienie chłodnego różu – nigdy pomarańczy. Śniadolice zimy dobrze wyglądają w różu koloru bordowego.
W makijażu postaw albo na oczy, albo na usta. Brązowe tęczówki pięknie podkreśla kolor fioletowy, śliwkowy, granatowy, a nawet nasycona zieleń, czy szary i róż. Zimy niebieskookie są stworzone do białego cienia, czarnego eyeliner’a i czerwonej, nasyconej szminki. Za to zimy o południowym typie urody powinny unikać jasnych kolorów na ustach – najodpowiedniejsze są odcienie czerwieni wina, mocnego różu czy bordowofioletowe.
Cechy charakterystyczne zimy to wyraźna uroda – mocno zarysowane oczy, usta, cera w niebieskawym odcieniu i ciemne włosy.
Oczy są bardzo wyraziste, z ciemną oprawą – widoczny jest kontrast między niebieskawym białkiem oka a intensywną tęczówką w kolorze ciemnobrązowym, ciemnoniebieskim, błękitnym, orzechowym, szaroniebieskim, turkusowym, czy czarnym.
Zimy są najczęściej ciemnowłose z granatowym lub popielatym połyskiem, rzadko zdarzają się zimy o włosach brązowych lub ciemnoblond – jeżeli już, to mają one naturalny, popielaty odcień.
Uroda zimy opiera się na kontrastach, dlatego też odpowiednie są dla niej połączenia kredowej bieli czy czerni z mocnymi barwami. Ze względu na swoją wyrazistą urodę nie musi ona bać się, że nasycone barwy ją przygaszą – wręcz przeciwnie, pięknie będzie wyglądała w intensywnych czerwieniach, błękitach, fioletach, granatach, różach, nawet zieleniach, jeżeli będą miały chłodną, szmaragdową barwę.
Jeżeli zima wybiera kolory jasne, ważne, aby miały chłodny, lodowy odcień.
Często jest tak, że zimy, ze względu na brązowy kolor oczu i odcień włosów upodobały sobie właśnie ten kolor – powinny z niego zrezygnować, gdyż zgasi on ich urodę. Jeżeli kochają brąz – powinien on być zimny – w odcieniu gorzkiej czekolady. To samo dotyczy pomarańczy, beżu i żółci – ta ostatnia dopuszczalna jest jedynie w wydaniu cytrynowym.
Podkład i róż idealne dla zim mają odcienie chłodnego różu – nigdy pomarańczy. Śniadolice zimy dobrze wyglądają w różu koloru bordowego.
W makijażu postaw albo na oczy, albo na usta. Brązowe tęczówki pięknie podkreśla kolor fioletowy, śliwkowy, granatowy, a nawet nasycona zieleń, czy szary i róż. Zimy niebieskookie są stworzone do białego cienia, czarnego eyeliner’a i czerwonej, nasyconej szminki. Za to zimy o południowym typie urody powinny unikać jasnych kolorów na ustach – najodpowiedniejsze są odcienie czerwieni wina, mocnego różu czy bordowofioletowe.
Tilda Swinton to angielska aktorka utytułowana Oskarem i nagrodą Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (BAFTA). Zagrała w wielu produkcjach teatralnych i kina niezależnego. Szerszej publiczności znana jako: bezwzględna prawniczka wielkiej korporacji w filmie „Michael Clayton” reżyserii Tony'ego Gilroya (za tą rolę została nagrodzona w 2008 roku Oskarem), Biała Czarownica w filmowej baśni „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”, a także Archanioł Gabriel z „Constantine”.
Tilda swą niezwykłą, jesienną urodę odziedziczyła po członkach szlacheckiej rodziny, której drzewo genealogiczne sięga do 886 roku. Faktycznie, gdy przyjrzeć się aktorce trudno odmówić jej twarzy szlachetności i pewnego rodzaju arystokratyczności.
Porcelanowa cera, ogniste włosy i niezwykłe zielone oczy sprawiają, że trudno nie zauważyć Tildy na czerwonym dywanie. Nie jest to klasyczna hollywoodzka piękność, lecz potrafi zwrócić na siebie uwagę – szczególnie, że aktorka uwielbia ekstrawaganckie stroje. Tę laureatkę Oskara rzadko można zobaczyć ubraną w suknie podkreślające sylwetkę – najczęściej są to długie, zakrywające ciało kreacje, które – jeżeli dobrane w kolorach jesieni – pięknie podkreślają jej ciepłą, jesienną urodę (np. sukienka w kolorze starego złota z jarzębinową gwiazdą od Prady, złota suknia inspirowana grecką tuniką założona na festiwal w Cannes, czy nawet szalona kreacja w kolorze starego złota z domieszką zieleni od Diora, w której aktorka pokazała się na rozdaniu nagród BAFTA).
Ten ekscentryczny styl nie jest wolny od wpadek, takich jak długa różowa suknia od Jil Sander. Niestety, Tilda wyraża też zamiłowanie do czerni – co w jej przypadku absolutnie się nie sprawdza, dowodem na to jest asymetryczna suknia od Lanvin, która włożyła na rozdanie Oscarów 2008. Aż przykro było patrzeć, jak ta znakomita aktorka odbierała statuetkę ubrana w czarny worek z jednym rękawem, który przesłaniał nie tylko jej figurą, ale i naturalną urodę.
Tilda swą niezwykłą, jesienną urodę odziedziczyła po członkach szlacheckiej rodziny, której drzewo genealogiczne sięga do 886 roku. Faktycznie, gdy przyjrzeć się aktorce trudno odmówić jej twarzy szlachetności i pewnego rodzaju arystokratyczności.
Porcelanowa cera, ogniste włosy i niezwykłe zielone oczy sprawiają, że trudno nie zauważyć Tildy na czerwonym dywanie. Nie jest to klasyczna hollywoodzka piękność, lecz potrafi zwrócić na siebie uwagę – szczególnie, że aktorka uwielbia ekstrawaganckie stroje. Tę laureatkę Oskara rzadko można zobaczyć ubraną w suknie podkreślające sylwetkę – najczęściej są to długie, zakrywające ciało kreacje, które – jeżeli dobrane w kolorach jesieni – pięknie podkreślają jej ciepłą, jesienną urodę (np. sukienka w kolorze starego złota z jarzębinową gwiazdą od Prady, złota suknia inspirowana grecką tuniką założona na festiwal w Cannes, czy nawet szalona kreacja w kolorze starego złota z domieszką zieleni od Diora, w której aktorka pokazała się na rozdaniu nagród BAFTA).
Ten ekscentryczny styl nie jest wolny od wpadek, takich jak długa różowa suknia od Jil Sander. Niestety, Tilda wyraża też zamiłowanie do czerni – co w jej przypadku absolutnie się nie sprawdza, dowodem na to jest asymetryczna suknia od Lanvin, która włożyła na rozdanie Oscarów 2008. Aż przykro było patrzeć, jak ta znakomita aktorka odbierała statuetkę ubrana w czarny worek z jednym rękawem, który przesłaniał nie tylko jej figurą, ale i naturalną urodę.
.. to po zmianach wygląda tak!
Lindsay Lohan miała wielkie szczęście, że urodziła się z pięknymi rudymi włosami, jasną skórą obsypaną piegami i zielononiebieskimi oczami. Ta oryginalna uroda sprawiła, że już jako mała dziewczynka została zauważona wśród innych, kilkuletnich pretendentek na gwiazdy i na pewno bardzo pomogła jej w karierze. Ale nasza słodka Lindsay podrosła i postanowiła, że jej ulubionym kolorem będzie czarny i różowy, zapragnęła mocniejszej opalenizny i innego koloru włosów. Szkoda, bo gdy wcześniej wyglądała tak…
Panie w typie jesieni idealnie odnajdują się w kolorystyce październikowego krajobrazu. Pięknie wyglądają w brązach, zgaszonych czerwieniach, żółciach, beżach, zieleniach i złotym. Złoty to dla nich kolor dominujący – złota cera, albo cała skóra twarzy ma złoty poblask, lub piegi mienią się złotem na tle jasnej, delikatnej karnacji.
Ze względu na swą delikatność jest to typ podobny do wiosny – obie mogą mieć skórę koloru kości słoniowej lub brzoskwini, z tym, że u jesieni nie pojawiają się rumieńce – skóra jest czysta i jednolita, źle znosi słońce, łatwo u niej o poparzenie. Jeżeli uroda wiosny była delikatna, to jesień ma wyraziste rysy – dominujący kolor włosów – rudy w różnych odcieniach lub ciemnoblond z mocnym odcieniem złotego, oraz przyciągające uwagę oczy. Jesienie, choć w dzieciństwie często mają brązową tęczówkę, są zazwyczaj zielonookie: od zielonego, zielonobrązowego, żółobursztynowego, po brązowy ze złotym i zielonym połyskiem, a nawet zielononiebieskiego, czy niebieskiego ze złotymi i zielonymi plamkami.
Moim zdaniem jesień najpiękniej wygląda w kolorze zielonym, bardzo dobrym kolorem jest też brąz - khaki, złocisty rudy, musztardowy aż po ciemny brąz, z zielonymi oczami idealnie też komponuje się odcień filetu. Z powodu jasnej karnacji, jesień, podobnie jak wiosna, powinna zrezygnować z koloru czarnego i kredowobiałego. Najlepiej trzymać się kolorów odpowiednich do tej pory roku – im cieplejszy odcień wybierze, tym lepiej. Obok czerni i bieli problematyczny dla tej pory roku jest również niebieski – jeżeli już decyduje się na ten odcień, powinien być to granat z domieszką zielonego.
Istnieje teoria, że rudowłose kobiety powinny unikać czerwieni – moim zdaniem nie ma takiej potrzeby – odpowiedni odcień pomidora, cegły, moreli czy łososia pięknie podkreśli tę oryginalną urodę.
Podkład i róż u jesieni powinny być w odcieniu delikatnej moreli czy brzoskwini – nigdy różu. Przy rudych włosach i zielonych oczach dobrze wygląda też cera z widoczną opalenizną, – chociaż z racji wrodzonej bladości, rzadko jest ona naturalna. Tu jesienie powinny uważać, aby nie przesadzić ze sztucznym opalaniem, - gdyż na tak jasnej skórze łatwo o nienaturalne pomarańczowe plamy.
Niezwykły kolor oczu ładnie podkreślą brązowe, zielone, fioletowe, pomarańczowe cienie. Na ustach najbardziej pożądane kolory to: brązowy, łososiowy, odcienie pomarańczy czy miedzianoczerwony. Jesień może pozwolić sobie na szeroką gamę kolorów w makijażu – ważne jest tylko, aby były to odcienie ciepłe.
Ze względu na swą delikatność jest to typ podobny do wiosny – obie mogą mieć skórę koloru kości słoniowej lub brzoskwini, z tym, że u jesieni nie pojawiają się rumieńce – skóra jest czysta i jednolita, źle znosi słońce, łatwo u niej o poparzenie. Jeżeli uroda wiosny była delikatna, to jesień ma wyraziste rysy – dominujący kolor włosów – rudy w różnych odcieniach lub ciemnoblond z mocnym odcieniem złotego, oraz przyciągające uwagę oczy. Jesienie, choć w dzieciństwie często mają brązową tęczówkę, są zazwyczaj zielonookie: od zielonego, zielonobrązowego, żółobursztynowego, po brązowy ze złotym i zielonym połyskiem, a nawet zielononiebieskiego, czy niebieskiego ze złotymi i zielonymi plamkami.
Moim zdaniem jesień najpiękniej wygląda w kolorze zielonym, bardzo dobrym kolorem jest też brąz - khaki, złocisty rudy, musztardowy aż po ciemny brąz, z zielonymi oczami idealnie też komponuje się odcień filetu. Z powodu jasnej karnacji, jesień, podobnie jak wiosna, powinna zrezygnować z koloru czarnego i kredowobiałego. Najlepiej trzymać się kolorów odpowiednich do tej pory roku – im cieplejszy odcień wybierze, tym lepiej. Obok czerni i bieli problematyczny dla tej pory roku jest również niebieski – jeżeli już decyduje się na ten odcień, powinien być to granat z domieszką zielonego.
Istnieje teoria, że rudowłose kobiety powinny unikać czerwieni – moim zdaniem nie ma takiej potrzeby – odpowiedni odcień pomidora, cegły, moreli czy łososia pięknie podkreśli tę oryginalną urodę.
Podkład i róż u jesieni powinny być w odcieniu delikatnej moreli czy brzoskwini – nigdy różu. Przy rudych włosach i zielonych oczach dobrze wygląda też cera z widoczną opalenizną, – chociaż z racji wrodzonej bladości, rzadko jest ona naturalna. Tu jesienie powinny uważać, aby nie przesadzić ze sztucznym opalaniem, - gdyż na tak jasnej skórze łatwo o nienaturalne pomarańczowe plamy.
Niezwykły kolor oczu ładnie podkreślą brązowe, zielone, fioletowe, pomarańczowe cienie. Na ustach najbardziej pożądane kolory to: brązowy, łososiowy, odcienie pomarańczy czy miedzianoczerwony. Jesień może pozwolić sobie na szeroką gamę kolorów w makijażu – ważne jest tylko, aby były to odcienie ciepłe.
Spośród wszystkich typów kolorystycznych, najwięcej przedstawicielek na naszej szerokości geograficznej ma właśnie lato. Także wiele z gwiazd wpisuje się w ten typ kolorystyczny. Styliści, którzy nimi się zajmują, wiedzą dokładnie, jakimi kolorami podkreślić urodę lata – prym wiedzie tu turkus.
Kolor ten jest łaskawy szczególnie dla niebieskookich pań, ale trzeba też dodać, że jako jeden z nielicznych pasuje wszystkim czterem typom kolorystycznym (najmniej korzystnie wygląda w nim jesień).
Nam – z braku osobistych stylistów – pozostało tylko wzorować się na gwiazdach. Moim zdaniem wśród sław o typie urody lata najlepiej w tym kolorze wygląda Cameron Diaz.
Kolor ten jest łaskawy szczególnie dla niebieskookich pań, ale trzeba też dodać, że jako jeden z nielicznych pasuje wszystkim czterem typom kolorystycznym (najmniej korzystnie wygląda w nim jesień).
Nam – z braku osobistych stylistów – pozostało tylko wzorować się na gwiazdach. Moim zdaniem wśród sław o typie urody lata najlepiej w tym kolorze wygląda Cameron Diaz.
Sarah Jessica Parker, dla wielu guru w dziedzinie mody, wie, jak odpowiednio dobrać kolory. Jej uroda, może nie tak oczywista jak u Charlize Theron, zostaje pięknie podkreślona przez szarości i przydymione pastele. Sarah nie unika też czerni – koloru, który nie jest wskazany dla lata. I moim zdaniem słusznie, że nie jest – bo na przykładzie tej gwiazdy widać, że ujmuje on aktorce wiele z urody.
LATO może mieć różny odcień skóry – jedne mogą pochwalić się delikatną, jasną, prawie mleczną cerą, o lekko błękitnym odcieniu; inne z kolei mają skórę różowawą, dobrze ukrwioną lub śniadą, która dobrze się opala i nabiera odcienia orzecha laskowego. Jedynym pewnikiem są piegi – zawsze szarobrązowe.
Oczy lata są na ogół niebieskie, od koloru jasnoniebieskiego, szaroniebieskiego, zielononiebieskiego do szarozielonego, jasnobrązowego lub piwnego. Tęczówki otoczone są szarym pierścieniem, nakrapiane jasnymi plamkami.
Wiele z moich koleżanek narzeka na „mysi” kolor włosów, chociaż w dzieciństwie miały piękny platynowy odcień blondu. To właśnie specyfika lata – niewiele z kobiet o tym typie urody zachowało platynowy blond, z wiekiem kolor ten zrobił się ciemniejszy – popielaty, średnio i ciemnobrązowy, najczęściej jest to popielaty blond lub popielaty brąz. Ten „mysi” odcień można z powodzeniem rozjaśniać pasemkami - ważne, żeby trzymać się odcieni zimnych – platynowych i popielatych, a nie żółtych.
Lato to zimny typ kolorystyczny – ładnie wygląda w niebieskawych pastelach z domieszką błękitu i szarości – w turkusowym, chłodnej bieli, indygo, jasnym błękicie, srebrnym, lawendowym, niebieskawej zieleni. Inne kolor stworzony dla lata to czerwień – od malinowej, arbuzowej do koloru wina. Lata dobrze też wyglądają w cytrynowej żółci, waniliowej żółci, śliwce o czerwonym połysku i chłodnym różu.
Jeżeli podstawą w makijażu wiosny był kolor brzoskwini, tak idealnym odcieniem dla lata będzie różowy. Podkłady w odcieniach beżu, wpadające w róż, róże do policzków w odcieniach zimnych – nigdy pomarańczowych, podobna zasada obowiązuje przy dobieraniu odcieni pomadek do ust – najodpowiedniejsze są róże – od matowego do agresywnego, fiolety, owocowe czerwienie. Za to przy makijażu oka lato może pozwolić sobie na szaleństwo w wyborze kolorów – obowiązuje tylko jedna zasada – muszą to być zimne odcienie. Pięknie wyglądają w pastelach, zgaszonych brązach, szarościach, turkusowym, zieleniach, fioletach.
Tusz do rzęs raczej grafitowy i w kolorze gorzkiej czekolady niż czarny, to samo dotyczy tonacji brwi.
W ubiorze lato powinno wystrzegać się odcieni jesieni – czyli pomarańczowego, łososiowego, rudego, brzoskwiniowego, morelowego, czerwieni marchewki i pomidora.
Mimo że lato i zima lubią odcienie zimne, to tylko ta druga może sobie pozwolić na nasycone barwy. Podczas gdy ostre kolory podkreślą urodę zimy, to ten sam kolor sprawi, że cera lata będzie wyglądała na siną i niezdrową. Podobnie jest z czernią – ten kolor można wykorzystać jedynie na wieczór, a najlepiej będzie, jeżeli czerń zastąpiona zostanie przez przydymiony granat. Kolory dla lata powinny być delikatne, idealne to: turkus, błękit, jasny lila, chłodna zieleń i czerwień, cytrynowy.
Oczy lata są na ogół niebieskie, od koloru jasnoniebieskiego, szaroniebieskiego, zielononiebieskiego do szarozielonego, jasnobrązowego lub piwnego. Tęczówki otoczone są szarym pierścieniem, nakrapiane jasnymi plamkami.
Wiele z moich koleżanek narzeka na „mysi” kolor włosów, chociaż w dzieciństwie miały piękny platynowy odcień blondu. To właśnie specyfika lata – niewiele z kobiet o tym typie urody zachowało platynowy blond, z wiekiem kolor ten zrobił się ciemniejszy – popielaty, średnio i ciemnobrązowy, najczęściej jest to popielaty blond lub popielaty brąz. Ten „mysi” odcień można z powodzeniem rozjaśniać pasemkami - ważne, żeby trzymać się odcieni zimnych – platynowych i popielatych, a nie żółtych.
Lato to zimny typ kolorystyczny – ładnie wygląda w niebieskawych pastelach z domieszką błękitu i szarości – w turkusowym, chłodnej bieli, indygo, jasnym błękicie, srebrnym, lawendowym, niebieskawej zieleni. Inne kolor stworzony dla lata to czerwień – od malinowej, arbuzowej do koloru wina. Lata dobrze też wyglądają w cytrynowej żółci, waniliowej żółci, śliwce o czerwonym połysku i chłodnym różu.
Jeżeli podstawą w makijażu wiosny był kolor brzoskwini, tak idealnym odcieniem dla lata będzie różowy. Podkłady w odcieniach beżu, wpadające w róż, róże do policzków w odcieniach zimnych – nigdy pomarańczowych, podobna zasada obowiązuje przy dobieraniu odcieni pomadek do ust – najodpowiedniejsze są róże – od matowego do agresywnego, fiolety, owocowe czerwienie. Za to przy makijażu oka lato może pozwolić sobie na szaleństwo w wyborze kolorów – obowiązuje tylko jedna zasada – muszą to być zimne odcienie. Pięknie wyglądają w pastelach, zgaszonych brązach, szarościach, turkusowym, zieleniach, fioletach.
Tusz do rzęs raczej grafitowy i w kolorze gorzkiej czekolady niż czarny, to samo dotyczy tonacji brwi.
W ubiorze lato powinno wystrzegać się odcieni jesieni – czyli pomarańczowego, łososiowego, rudego, brzoskwiniowego, morelowego, czerwieni marchewki i pomidora.
Mimo że lato i zima lubią odcienie zimne, to tylko ta druga może sobie pozwolić na nasycone barwy. Podczas gdy ostre kolory podkreślą urodę zimy, to ten sam kolor sprawi, że cera lata będzie wyglądała na siną i niezdrową. Podobnie jest z czernią – ten kolor można wykorzystać jedynie na wieczór, a najlepiej będzie, jeżeli czerń zastąpiona zostanie przez przydymiony granat. Kolory dla lata powinny być delikatne, idealne to: turkus, błękit, jasny lila, chłodna zieleń i czerwień, cytrynowy.
Podobno ładnemu we wszystkim ładnie, ale nawet Charlize Theron potrafi stracić wiele ze swojej urody, jeżeli odejdzie od najodpowiedniejszej dla wiosny palety barw. I nawet gdyby Charlize założyła na siebie czarny worek przepasany kredowobiałą wstążką, to i tak nie można by przejść obojętnie obok jej urody – jednak dopiero w pastelach i złocie wygląda zachwycająco.





















































































